Startuj z nami!

www.szkolnictwo.pl

praca, nauka, rozrywka....

mapa polskich szkół
Nauka Nauka
Uczelnie Uczelnie
Mój profil / Znajomi Mój profil/Znajomi
Poczta Poczta/Dokumenty
Przewodnik Przewodnik
Nauka Konkurs
uczelnie

zamów reklamę
zobacz szczegóły
uczelnie
PrezentacjaForumPrezentacja nieoficjalnaZmiana prezentacji
A nadzieja znów wstąpi w Nas...

Od 01.01.2015 odwiedzono tę wizytówkę 878 razy.
Chcesz zwiększyć zainteresowanie Twoją jednostką?
Zadzwoń do Nas!* - tel. 606-...-... ->>>
* szkolnictwo.pl - najpopularniejszy informator edukacyjny - 1,5 mln użytkowników miesięcznie



Platforma Edukacyjna - gotowe opracowania lekcji oraz testów.



 

 SCENARIUSZ WIDOWISKA BOŻONARODZENIOWEGO
PT: „A NADZIEJA ZNÓW WSTĄPI W NAS…”


Osoby: Matka (w fartuchu, krzątająca się wokół stołu)
Ojciec (siedzący w głębi pokoju)
Córka (oparta o framugę drzwi)
Syn (spoglądający w okno)
Anioł (stoi z boku i przysłuchuje się z dezaprobatą monologom,
wtrąca się i karci mówiących)

Scenografia: Pokój z oknem i drzwiami. Na środku stoi przystrojony świątecznie stół.
W tle muzyka kolęd. Piękna, kolorowa choinka

Zespół wokalny: „Kolęda dla Piotra”
(muzyka, słowa: Zbigniew Preisner)


Córka (z rozdrażnieniem) :

Dreszcze przechodzą mnie na ten widok. Mama znów ma łzy w oczach, tak jakby się
coś strasznego stało. Tata też jakiś inny, znowu nie potrafi znaleźć tego fragmentu
w Biblii o narodzeniu Jezusa, a przy zapalaniu świec, tak niemęsko drżały mu ręce.

Co się z nim dzieje? Przecież to zwykły wigilijny wieczór, więc po cóż łzy?

Zaraz zaczną mi po kolei składać życzenia. Rozpoczną się wylewne uściski, całusy.
Nie cierpię tego ,bo przecież przez kolejne dni roku przejawem ojcowskiej miłości jest
mocne uderzenie w łopatki i ciągłe zakazy, ciągłe .nakazy. A to nie można mi być dłużej na imprezie, to nie można mi się spotykać z moimi kolegami! A ja przecież nie jestem już malutką dziewczynką. Chcę, by we mnie dostrzegano moją dorosłość i prawo decydowania o sobie.

Wszystko co czuję w momencie składania mi życzeń to zapach adidasa…no może nie tylko. N ie cierpię się wzruszać i okazywać uczuć…chociaż ciekawe w ilu jeszcze domach stoją teraz tak jak my i patrzą sobie w oczy. Co właściwie dzieje się z tymi dobrymi, ciepłymi słowami. Gdzie się później podziewają? Możliwe że znikają tak bez śladu, a jednak, przez płomyki palących się świec mój tata wygląda inaczej. Uświadamiam sobie w tej chwili, jak bardzo jest mi potrzebny.

To przecież on potrafi stworzyć niepowtarzalny nastroj w ten wieczór,
To przecież on potrafi najcudowniej, sobie znanym sposobem, przyprawić sałatkę jarzynową.
To przecież on przynosi najpiękniejsze drzewko wigilijne. Tak często łapię go na tym, że w milczeniu, z boku, patrzy na mnie.Ciekawe co wtedy myśli. Wiem, że mnie kocha i troszczy się o mnie, jednak tak trudno ujawniać mu swoje uczucia, a ja tak bardzo chciałabym, by przytulał mnie tak, jak wtedy gdy byłam małą dziewczynką i w poniedziałek, we wtorek i w niedzielę; jednym słowem do końca świata i jeszcze dłużej….

Zespół wokalny:„Miodem pachnie i wanilią… (z repertuaru Haliny Frąckowiak)

Mama (z rezygnacją):

Święta…od zawsze to słowo było dla mnie sygnałem do wytężonej pracy z perspektywą definitywnej dziury budżetowej. Od początku grudnia tylko praca i praca, w domu i w firmie i do tego dzieci, które przechodzą obok zupełnie obojętnie. Mogłyby chociaż pomyśleć o herbacie, przecież dobrze wiedzą, że nie lubię z cytryną wcisniętą do środka, że powinna być w plasterku!
Każdego dnia w czasie świąt moje serce przepełnia gorycz i żal, choć wszędzie mówią, że powinnam czuć się szczęśliwa.
Czasami chciałabym być znów małą dziewczynką, zamykać oczy i czuć zapach piernika, stroić świerk anielskimi włosami, pakować w kolorowy papier drobne podarki i …śnić o ludzkiej dobroci.
Każdy dzień to piękno i żal. Mam wyrzuty sumienia. Przecież to mój dom, moje dzieci, moje życie, boleję nad nim, a nie zrobiłam ,nic by je zmienić.
O czym ja w zasadzie myślę w święta? Wstyd się przyznać, ale czasami marzę, aby było już po nich. Kiedy urobiona po łokcie stoję przy 7 garnkach, jednocześnie pastuję podłogę i prasuję świąteczne ubrania, wtedy myślę o świętach źle…

Anioł (podchodząc bliżej) :

- Czy naprawdę tak myślisz?
- Chyba nie jest aż tak źle…

Bo kiedy nadchodzi moment Wigilii, kiedy kawałek opłatka kruszy wszelki lód między nami, kiedy jedna czysta łza zmywa wszystkie wzajemne żale, kiedy jeden szept sprawia tak wiele radości, wtedy zaczynam marzyć, aby ta chwila trwała wiecznie. Zdaję sobie sprawę z tego, że kolejny szczęśliwy rok za nami. Spoglądam na twarze moich bliskich, teraz, gdy umilkł cały ten przedświąteczny zgiełk, gonitwa, zabieganie, teraz, kiedy kolęda gra w każdym kącie, jest czas na to, żeby zobaczyć swoje nieznośne dzieci i codziennego męża w blasku choinkowych lampek. Jakże są inni…Gdybyż można mieć przez godzinę święta każdego dnia, godzinę na przytulenie się do męża, telefon do matki, sprawdzenie szkolnych zeszytów. Czy to takie nierealne? Czym jest to szczęście wigilijne? Może choinką? Może rzucanymi przez stół spojrzeniami, które wyrażają więcej niż tysiące słów? Jedno jest pewne – serca topią się ze szczęścia. Ale naprawdę nie potrafię zapanować nad łzami, gdy on znowu poszukuje fragmentu o narodzeniu Chrystusa. Na dodatek to jego drżenie rąk i zakłopotanie, zupełnie jak wtedy, przed 20 laty… Od tamtej pory co rok w Wigilię czuję przypływ świątecznego szczęścia. Co się z nim dzieje później? Odpływa, by zaraz znowu ujawnić się przy wspólnym obiedzie, kolejnym sobotnim sprzątaniu, powrocie dzieci ze szkoły. Może istotnie szczęście jest jak okulary pana Hilarego. Przez cały rok w natłoku zajęć uparcie go poszukujemy, by w Wigilię Bożego Narodzenia dojść do pokrzepiającego wniosku, że są…całe i na naszym nosie.

Zespół wokalny: „ Gdzie jest nasze Betlejem” (wyk. Felicjan Andrzejczak)


Syn (ze złością):

Znowu wigilia! Trzeba będzie kupować te durne, beznadziejne prezenty zamiast wydać kasę na jakieś inne rozrywki: iść z Tomkiem do pubu albo kupić tego nowego maxa payna o którym wszyscy ostatnio mówili w szkole. Starzy będą męczyć, żebym założył garnitur, a przecież moje jeansy są najwygodniejsze na świecie. A kiedy ostatnio chciałem od nich trochę kasy ,znowu usłyszałem; może, ale za tydzień. Może, może- morze jest głębokie i szerokie! No jasne, te święta to jedna wielka ściema. Wszyscy stroimy do siebie głupie miny i udajemy, że czujemy się świetnie w swoim towarzystwie.Ciotka Gertruda ciągle gada o pogrzebach i prawi nam kazania: „Tu mnie boli, tam mnie boli, tu mnie strzyka” -ale stare wapno. Jedynym plusem jest to, że w końcu najem się do pełna i może dostanę trochę kasy.
Mam nadzieję, że od razu po tej żenadzie dadzą mi święty spokój i będę mógł pójść do siebie lub spotkać się z kolegami, którzy podzielają moją opinię o świętach. Matka trze oczy ,ale co z nią? Ostatnio podsłuchiwałem jak mówiła, że wzięła kredyt na święta i że nie wie, jak go spłaci. Usłyszałem też jak mówiła, że nie wie co się ze mną dzieje ,tak bardzo się zmieniłem.
Od dawna nie jestem już dzieckiem! Czy ona myślała, że zawsze będę bawił się samochodzikami i żołnierzykami.

Anioł:

Czy naprawdę taki jesteś? Tak myślisz? Nie lubisz wigilii?

Syn:

Czy naprawdę taki jestem, nie lubię wigilii?

Chociaż z drugiej strony fajnie było kiedy dostałem na święta drewnianego konika, kiedy wspinałem się na kolana ojca i obiecałem matce przysłowiową gwiazdkę z nieba.
Pamiętam jej śmiech kiedy powiedziałem, że tak długo będę stał pod niebem aż w końcu tą gwiazdkę złapię. Ale tak naprawdę chciałbym powiedzieć ci mamo najprawdziwsze ze słów jakie są we mnie ,ale nie śmiem w obawie, że mi nie uwierzysz, dlatego też mówię coś zupełnie przeciwnego niż myślę. Pragnąłbym nazwać cię najdroższym ze słów jakie są we mnie, ale nie śmiem, wolę udawać, że jestem gruboskórny i chamski.

Zespół wokalny: „Ty co dziś”
(z repertuaru Sztywnego Pala Azji)

Ojciec ( z nostalgią):

Cóż piękniejszego w domu niż wieczór wigilijny!
Cóż pamięta się lepiej z lat dziecięcych!
U nas w domu wieczorowi wigilijnemu dodawał podniosłości mój świętej pamięci ojciec. Właściwie ojciec w naszej rodzinie niewiele znaczył; pozornie tak jakby go nie było. Matka wszystkim rządziła. Była energiczna, żywiołowa i bardzo zaradna. Lubiła trzymać nas siłą w garści. Nikomu nawet do głowy nie przyszło, żeby się jej sprzeciwić. Z ojca nieraz dworowała, ale niech Bóg broni, żeby się ktoś z nas odważył w jej obecności powiedzieć przykre słowo ojcu. Doskoczyła, zwymyślała : „Ojciec to świętość!” wbijała w głowę.
I rzeczywiście, był to szlachetny człowiek. Cichy w domu, wstawał zawsze o czwartej rano, jak sięgnę pamięcią. Gdy tylko się ubrał, klękał do pacierza, potem brał zawiniątko z suchym śniadaniem, i po cichu, nie budząc mamy i nas – wymykał się do pracy. Było na kogo pracować!
Wigilii, jak powiedziałem, nadawał u nas ton ojciec.
Gdy już mama z siostrami przygotowały wszystko do wieczerzy, a starsi z rodzeństwa wrócili z pracy, umyli się i ubrali odświętnie, ojciec zasiadał z nami do stołu. Bielutki obrus, na środku talerz z opłatkami w czerwonej opasce. Naprzeciwko za stołem zieleniła się choinka, mieniąca się sztucznym śniegiem, jabłkami, łańcuchami i innymi ozdobami. Pod choinką, przy stojaku, leżały tajemnicze prezenty.
- No, tata, zaczynaj! – odzywała się żywo matka, gdy już wszelkie potrawy były gotowe.
Ojciec podnosił się wtedy z krzesła, obejmował nas swymi dobrymi oczyma, żegnał się powoli, nabożnie.
Brał talerz z opłatkami i podawał każdemu, aby sobie wziął. Odbywało się to poważnie jak w kościele. Potem wśród głębokiej ciszy, mówił do nas parę ciepłych słów. Że cieszy się, iż wszyscy domu, że zdrowi, że się każde ładnie uczy. Że jest wdzięczny Bogu za nas. Następnie dzielił się opłatkiem. Najpierw z mamą: ileż tam szacunku wzajemnego, ile czci i oddania wyrażało się w tych życzeniach, ojca i matki! Wreszcie z nami: każdemu powiedział coś miłego, z czasem tak, że aż szarpało za serce. Mama bardziej zwracała uwagę, czego my jej życzyliśmy. Ojciec przejęty był swoimi dla każdego życzeniami. O sobie ten człowiek jakby nigdy nie myślał. Pierwszy znaczący prezent, który dostałem od ojca, to była książka włoskiego autora Amicisa „Serce”. Trzymam ją dotąd jak relikwie, na niej spracowanymi rękami wypisana dedykacja: „Mojemu Antosiowi” – ojciec, Wigilia Bożego Narodzenia 1958. Ilekroć biorę do ręki, myślę sobie: „Kochany Ojcze! Ileż bym dał, abym mógł znów ujrzeć Ciebie przy najbliższej Wigilii!”

Spoglądam na puste miejsca przy stole i wspominam moich rodziców,
wiem, jestem przekonany, że gdziekolwiek są, dobrze im jest,
bo są z nami tutaj, choć w innej postaci.

Zespół wokalny: „Kolęda dla nieobecnych”
(Beata Rybotycka)



CAŁY ZESPÓŁ SKŁADA ŻYCZENIA I ŚPIEWA
„Toast” (z repertuaru Andrzeja Sikorowskiego)


Opracowała: mgr Janina Krawczyk

Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych:

X


Zarejestruj się lub zaloguj,
aby mieć pełny dostęp
do serwisu edukacyjnego.




www.szkolnictwo.pl

e-mail: zmiany@szkolnictwo.pl
- największy w Polsce katalog szkół
- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie




Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> www.szkolnictwo.pl (w zakładce "Nauka").

Zaloguj się aby mieć dostęp do platformy edukacyjnej




Zachodniopomorskie Pomorskie Warmińsko-Mazurskie Podlaskie Mazowieckie Lubelskie Kujawsko-Pomorskie Wielkopolskie Lubuskie Łódzkie Świętokrzyskie Podkarpackie Małopolskie Śląskie Opolskie Dolnośląskie