Startuj z nami!

www.szkolnictwo.pl

praca, nauka, rozrywka....

mapa polskich szkół
Nauka Nauka
Uczelnie Uczelnie
Mój profil / Znajomi Mój profil/Znajomi
Poczta Poczta/Dokumenty
Przewodnik Przewodnik
Nauka Konkurs
uczelnie

zamów reklamę
zobacz szczegóły
uczelnie
PrezentacjaForumPrezentacja nieoficjalnaZmiana prezentacji
Byłem kiblowym

Od 01.01.2015 odwiedzono tę wizytówkę 702 razy.
Chcesz zwiększyć zainteresowanie Twoją jednostką?
Zadzwoń do Nas!* - tel. 606-...-... ->>>
* szkolnictwo.pl - najpopularniejszy informator edukacyjny - 1,5 mln użytkowników miesięcznie



Platforma Edukacyjna - gotowe opracowania lekcji oraz testów.



 

Kilka słów na temat nowej matury, o której dotychczas wyrażano się w samych pozytywach, każe spojrzeć na nią z zupełnie innej strony. Jest to głos w sprawie i tak proszę traktować ten artykuł.


  I nie jestem pewien, czy to było moje najbardziej nieprzyjemne przeżycie podczas tegorocznych matur, określanych nazwą "matura" w odróżnieniu od starego, dobrego "egzaminu dojrzałości". Możliwe, że twórcom tego zróżnicowania nazwy nie chodziło o egzamin z przygotowania do dojrzałego (w kategoriach polskiej rzeczywistości) funkcjonowania w społeczeństwie, lecz o dojrzałość w wymiarze europejskim (ang. mature = dojrzały), gdzie praca najemna ogranicza się do wykonywania poleceń, a każde próby samodzielnego myślenia są traktowane jako przejaw geniuszu, albo niesubordynacji wobec zwierzchnika. Ale do rzeczy.
     Tegoroczny egzamin maturalny był zakończeniem trwających już od kilku lat (i kilku ministrów, zajmujących się oświatą) działań, zmierzających do dostosowania procesu kształcenia do standardów unijnych, a przy okazji zminimalizowania zachowań korupcjogennych wśród nauczycieli. Czy osiągnęliśmy spodziewane rezultaty? Na to pytanie jest kilka odpowiedzi, w zależności od tego, z której strony podejdziemy do problemu.
     Założeniem aktywistów z Centralnej Komisji Ekzaminacyjnej (CKE) było podniesienie odsetka zdanego egzaminu i prawdopodobnie zostanie ono spełnione, biorąc pod uwagę żenujący poziom pytań i presje, wywierane na egzaminatorach, aby zaliczać odpowiedzi niekoniecznie ściśle związane z tematem.
     Ale to jest temat na osobny artykuł. Można się tu doszukiwać, wzorem naszych posłów i senatorów, działań politycznych, których celem jest udowodnienie malkontentom, że pomysł z nową maturą był świetny i zaowocował lepszymi wynikami, w porównaniu z dotychczasowym egzaminem dojrzałości. Czy naprawdę lepszymi, to się okaże po rekrutacji na uczelnie, na których funkcjonują jeszcze egzaminy wstępne, bo dopiero one zweryfikują poziom wiedzy absolwentów szkół średnich (Przepraszam ponadgimnazjalnych, bo to przecież nie są szkoły średnie?). Ze strony tych ostatnich również można się spodziewać zadowolenia, przynajmniej z niektórych przedmiotów.
     Zasięgając opinii u tegorocznych maturzystów w szkole, gdzie jestem zatrudniony jako nauczyciel biologii, dowiedziałem się, że łatwe były zestawy z historii, biologii i geografii, trudniejsze natomiast z języków (polskiego i obcych). W przypadku języka angielskiego jakość nagrań, odtwarzanych z płyty CD była tak niska, że trudno było rozpoznać znaczenie niektórych słów. Dużo osób zdawało WOS i wiele z nich było zaskoczonych objętością zestawów, na rozwiązanie których trzeba było zużyć cały limit czasu.
     Dobrym sposobem na zaliczenie ustnej (wewnętrznej) części egzaminu była prezentacja, którą uczeń przygotowywał odpowiednio wcześniej, a wymagany od niego poziom wiedzy obejmował jedynie zagadnienia związane z przedstawianym tematem. Zresztą przy minimalnym wysiłku można było ściągnąć całe prezentacje z Internetu, razem z ewentualnymi pytaniami egzaminatorów i odpowiedziami na nie. W ten prosty sposób otrzymywalismy, wzorem państw zachodnich, specjalistę polonistę (na przykład), który był ekspertem w temacie Mickiewicza, nie wiedząc jednocześnie, kim był Jan Kochanowski czy Czesław Miłosz (na przykład).
     Zupełnie inaczej odbierają nową maturę nauczyciele, którzy stali się przedmiotem zmian na równi z programami nauczania i standardami wymagań, poczynając od gimnazjum. Już dwa lata temu rozpoczęła się wielka akcja szkolenia egzaminów przedmiotów maturalnych, finansowana przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Jakie efekty ona przyniosła? W zasadzie żadnych w zakresie samego procesu sprawdzania prac, gdyż (przynajmniej jeśli chodzi o biologię, czyli przedmiot, wykładany przez mnie w liceum) z testami maturalnymi mieliśmy już do czynienia w poprzednich latach (trzecie pytanie w zestawie maturalnym z biologii oraz np. z geografii).
     Czemu w takim razie służyło owo szkolenie, jeśli nie temu, co jest sednem pracy egzaminatora? Odpowiedź jest prosta zwiększeniu dyscypliny w korzystaniu z kluczy odpowiedzi, w których to kluczach zawarte zostały wszelkie możliwe (według CKE, oczywiście) wersje odpowiedzi, jakich mógł udzielić uczeń, aby je można było uznać za prawidłowe.
     Tego typu wzorce odpowiedzi sprawdzają się może w przypadku pytań zamkniętych, np. testów wyboru, ale na pewno nie w pytaniach otwartych, gdzie uczeń ma prawo do wypowiedzi własnymi słowami i gdzie liczy się właściwy tok rozumowania.
     W efekcie tego nadużycia (bo jak inaczej to nazwać?) nie wszystkie prawidłowe odpowiedzi były uznawane. Dlaczego np. istnienie geotropizmu ujemnego gałązek wierzby nie może być odpowiedzią na pytanie nr 47 (matura z biologii poziom rozszerzony), podczas gdy sformułowanie na poziomie szkoły podstawowej ("bez względu na położenie gałązki rosną w swoim naturalnym kierunku") jest punktowane? Dlaczego zarost twarzy u mężczyzn nie jest według układaczy pytań z CKE cechą, różniącą mężczyznę od kobiety, podczas gdy w każdym podręczniku antropologii traktuje się go jako jedną z głównych cech dymorfizmu płciowego, wywołaną działaniem męskich hormonów płciowych? Przecież wystarczy zajrzeć do fachowej literatury, ale to wymaga samokrytycznego stwierdzenia, że nikt nie urodził się alfą i omegą, co może być zbyt trudne dla urzędnika.
     Również poziom pytań zamkniętych (a także ich konstrukcja) przyprawiał chwilami o pusty śmiech. Na przykład w pytaniu 8 poziomu podstawowego uczeń, który stosuje zasadę eliminacji, może dostać nie od 0 do 2 punktów, ale albo 0, albo 2.
     Jeśli ma do wyboru dwie odpowiedzi i dwie możliwości ich rozmieszczenia, np. w punktach A i B, to siłą rzeczy, wstawiając prawidłową odpowiedź w punkcie A, musi (bo nie ma innej możliwości) wstawić drugą odpowiedź w punkcie B, za co otrzymuje maksymalna notę.
     Analogicznie, gdy w punkcie A wstawi odpowiedź nieprawidłową, otrzyma notę 0. Pytanie 4 w tym samym zestawie (skutki skurczów mięśnia dwugłowego i trójgłowego ramienia) prezentuje poziom wiedzy klasy I gimnazjum. Naprawdę nie trzeba kończyć kursów, aby stwierdzić, że pytania na tym poziomie nie nadają się na egzamin, mający sprawdzić poziom wiedzy, nabytej w szkole średniej.
     Generalnie, poziom pytan żenujący, kryteria oceniania nie mniej. Okazuje się, że aby zdobyć minimum punktów (30%, czyli w przypadku biologii 15 na 50 możliwych), wystarczy wiedza na poziomie gimnazjum. Wynika z tego, że nawet debil może zdać maturę z biologii. Po co więc ten cały szum wokół niej? Czy naszym ministrom, do których oświata nigdy nie mała szczęścia, zależy na bezmyślnym powielaniu wszystkich, nawet złych i nie przystających do naszej rzeczywistości wzorców unijnych? Wierzcie mi, działacze z CKE, którzy być może nigdy nie byliście w szkole niemieckiej czy francuskiej, nie wszystko w naszej oświacie wymaga zmian, a na pewno nie poziom wykształcenia naszych absolwentów. Nie psujcie więc sprawdzonego już systemu, wprowadzając reformy, do których nie jesteśmy przygotowani ani organizacyjnie, ani finansowo i których skutków nawet wy nie potraficie przewidzieć.
     Na temat przebiegu matur oraz związanych z nimi kosztów (zarówno ze strony szkół, jak i środowiska naturalnego tysiące ton zmarnowanego papieru!) napisano już kilka artykułów, m.in. w newsweek'u. Podzielam zdanie osób, które udzielały wywiadu dziennikarzom z tej gazety, ponieważ mnie ta sytuacja również dotknęła. Wielki bałagan, związany z wędrówkami nauczycieli do obcych szkół, z przyjmowaniem paczek z arkuszami ekzaminacyjnymi od godz. 4 rano, z dojazdami egzaminatorów do miejsc sprawdzania prac, wreszcie straty dydaktyczne, wynikłe z nieobecności nauczycieli na zajęciach (nieobecności często całkowicie zbędnych, na przykład spowodowanych, jak w moim przypadku, ślęczeniem na korytarzu podczas części zewnętrznej egzaminu po to tylko, aby wyprowadzać ewentualnych chętnych do toalety, ponieważ członkowie zespołu nadzorującego nie mieli prawa opuszczać sali), to wszystko powinno dać do myślenia tym twardogłowym urzędnikom, którzy nie przewidzieli takiego obrotu sprawy i realizowali swoje chore pomysły kosztem doświadczalnego rocznika tegorocznych maturzystów i nauczycieli, których oderwali od obowiązków na ponadmiesiąc.
     Jest to tym bardziej denerwujące, że oprawione w otoczkę Bardzo Ważnej Sprawy, która jest Bardzo Ważna jedynie dla środowiska oświatowego. Bo co powiedzieć o środkach maksymalnej ochrony arkuszy egzaminacyjnych (eskorta przy ich przenoszeniu na terenie szkoły) kiedy goniec z firmy przewozowej rzuca je niedbale na progu szkoły i odjeżdża, nie interesując się tym, co się z nimi stanie?
     Co powiedzieć o procedurze sprawdzania prac, jeśli pierwszego dnia ma miejsce komisyjne otwarcie bezpiecznych kopert, z których jedną pracę bierze weryfikator techniczny do sprawdzenia, natomiast resztę prac otrzymuje egzaminator dopiero następnego dnia? Co się z nimi dzieje przez całą noc, wiedzą tylko urzędnicy z OKE. Po co więc zabawa w komisyjne otwieranie, jeśli po chwili, już poza oczami egzaminatorów, można z pracami maturalnymi zrobić wszystko, a nawet podrzucić "gotowca"? Wystarczy mieć tylko zaufaną osobę w OKE. Po co te "bezpieczne" koperty, jeśli leżą one otwarte gdzieś tam przez całą noc, a znajomy z OKE może wpisać we wskazany arkusz egzaminacyjny prawidłowe (obowiązkowo według klucza) odpowiedzi? Czy to nie przypomina naszej starej matury i związanych z nią korupcyjnych zachowań nauczycieli i urzędników kuratoriów oświaty?
     Do "najciekawszych" pomysłów naszego ministra należy również stworzenie możliwości poprawiania wyników egzaminów w kolejnych sesjach (co pół roku), bez względu na ilość uzyskanych punktów. Już wyobrażam sobie, jak w maju 2006 obok świeżo upieczonych absolwentów zasiada w ławkach podobna liczba ubiegłorocznych maturzystów (nawet ci, którzy uzyskali po 80, 90 procent punktów), aby skorzystać z szansy poprawienia swoich notowań. Oczywiście zajmują oni dodatkową powierzchnię, co skutkuje zamknięciem szkoły dla młodszych uczniów i dalszym marnotrawstwem godzin dydaktycznych. Efekt? Proszę bardzo! Otóż ci uczniowie, dla których szkoła została zamknięta, osiągną gorsze wyniki w nauce, co w następnym roku obniży ich notowania na maturze i przyczyni się do poprawiania tejże w następnych sesjach.
     I jeszcze sprawa zaufania do nauczycieli egzaminatorów, wyszkolonych, przypominam, z wykorzystaniem środków unijnych. Podwójna kontrola naszej pracy, wykonywanej za psie pieniądze, z ledwością rekompensujące koszty dojazdu do miejsc sprawdzania matur (najpierw na etapie sprawdzania, a potem jeszcze raz, po oddaniu kopert z kompletem sprawdzonych arkuszy) sugeruje po raz kolejny, że traktuje się nas jak bandę nieuków, których stale trzeba pilnować. Z drugiej strony, czy weryfikatorzy techniczni, którzy po raz drugi sprawdzali sprawdzone już przez nas prace, są z założenia lepiej wykształceni i przygotowani merytorycznie od nauczyciela praktyka, który zjadł zęby na nauczaniu przedmiotu? A może tylko chcą sobie dorobić do pensji?
      Czeka nas jeszcze matura w styczniu, co spowoduje, że następny miesiąc nauki wypadnie z kalendarza. A nam, nauczycielom, cóż pozostaje? Zacisnąć zęby i jak zwykle orać ze zdwojoną (z powodu matur, które zabiorą nam 2 miesiące w przyszłym roku szkolnym) wydajnością, i liczyć na to, że już nie będzie gorzej.

25 czerwca 2005r
Mariusz Miernicki

Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych:

X


Zarejestruj się lub zaloguj,
aby mieć pełny dostęp
do serwisu edukacyjnego.




www.szkolnictwo.pl

e-mail: zmiany@szkolnictwo.pl
- największy w Polsce katalog szkół
- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie




Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> www.szkolnictwo.pl (w zakładce "Nauka").

Zaloguj się aby mieć dostęp do platformy edukacyjnej




Zachodniopomorskie Pomorskie Warmińsko-Mazurskie Podlaskie Mazowieckie Lubelskie Kujawsko-Pomorskie Wielkopolskie Lubuskie Łódzkie Świętokrzyskie Podkarpackie Małopolskie Śląskie Opolskie Dolnośląskie