Aktualna kategoria: Wiadomości »
26 lutego 2026
» Sześć aut z litewskimi ...
Sześć aut z litewskimi papierami - każde z inną historią pojazdu
Parking przy giełdzie samochodowej na Słonecznej w Białymstoku, niedzielne przedpołudnie, jakieś czterysta aut, i już na pierwszy rzut oka widać litewskie tablice, bo jest ich tu więcej niż w niejednym mieście pod Wilnem. Gość sprzedawał kompaktowego SUVa z 2016 z wileńską rejestracją, 126000 na zegarze, papiery czyste, w litewskim dowodzie rejestracyjnym zero uwag, auto wyglądało porządnie i cenowo jakoś się trzymało, 47000 złotych.
Sprawdziłem VIN przez carvertical.com/pl/ i wyszło, że ten wóz dwa lata wcześniej był zarejestrowany w Holandii z przebiegiem 211000, potem zniknął z holenderskiej bazy, pojawił się w litewskim rejestrze REGITRA z przebiegiem 126000, i teraz stoi na komisie w Białymstoku jako auto z niewielkim przebiegiem. Cofka o 85000 kilometrów, zrobiona gdzieś między Holandią a Wilnem, i na litewskich papierach tego po prostu nie widać, bo litewski system rejestracji nie ściąga danych z holenderskiej bazy, więc auto wchodzi z czystą kartą. Na tym parkingu stało w tamtą niedzielę jeszcze pięć wozów z litewskimi tablicami i każdy miał swoją historię, od cofniętych przebiegów przez zatajone wypadki po auto, które w Niemczech miało status szkody całkowitej a na litewskich papierach wyglądało jak lekko jeżdżony egzemplarz.
Litwa od lat funkcjonuje jako taka pralnia dla aut z wątpliwą przeszłością i Podlasie jest pierwszym miejscem, gdzie te wozy lądują, bo Białystok leży jakieś sześćdziesiąt kilometrów od granicy litewskiej i dealerzy stamtąd robią po kilka kursów tygodniowo. Schemat wygląda tak, że auto z Niemiec albo Holandii albo Belgii jedzie najpierw do Wilna albo Kowna, tam dostaje nową rejestrację w systemie REGITRA, bo opłata za zarejestrowanie używanego auta na Litwie jest niska i procedura szybka, przegląd techniczny teoretycznie obowiązkowy ale w praktyce mniej rygorystyczny niż choćby w Niemczech, no i kiedy auto dostaje litewskie papiery to jego wcześniejsza historia z zachodnioeuropejskich baz po prostu znika z widoku, bo REGITRA nie jest połączona z systemami typu RDW w Holandii czy KBA w Niemczech, i dealer, który kupił auto za 3000 euro w Rotterdamie, rejestruje je na Litwie za kilkaset euro i sprzedaje na komisie w Polsce za piętnastokę z czystym dowodem. Gadałem z analitykiem z carVertical, gość pracuje z danymi z ponad 900 źródeł w przeszło 40 krajach, no i mówi mi że Litwa zajmuje 23 miejsce w ich indeksie przejrzystości rynku, w kategorii najmniej przejrzystych razem z Łotwą, Rumunią i Estonią, a 51.3 procent sprawdzanych tam aut ma jakieś uszkodzenie w historii i 7.7 procent ma sfałszowany przebieg, średnio cofnięty o ponad 100000 kilometrów, co jest jednym z najgorszych wyników w Europie.
Problem jest szerszy niż sama cofka, bo przez Litwę jadą też auta kradzione i auta po szkodach całkowitych, i tu wchodzi temat VIN cloningu, czyli kopiowania numeru nadwozia z legalnego auta na kradzione. Europol w ostatnich latach prowadził kilka dużych operacji, które bezpośrednio dotyczyły litewskiego korytarza. Operacja Keyless rozbiła siatkę, która ukradła w Niemczech 28 aut za łącznie 1.8 miliona euro, a w Wilnie znaleziono warsztat z laserami do grawerowania numerów VIN, maszynami do tłoczenia tablic rejestracyjnych, drukarkami do fałszowania dokumentów, no i cała logistyka szła przez Litwę, bo tam łatwiej było wyrobić nowe papiery. Operacja Nimmersatt, koordynowana przez europejską prokuraturę EPPO, dotyczyła ponad 16000 aut przemyconych przez sieć firm z siedzibą w okolicach Kłajpedy, litewskiego portu, którym wchodzą auta z USA i Kanady. Tylko w ramach tej jednej operacji przez Litwę przeszło ponad 16500 aut za 144 miliony euro, auta po szkodach z amerykańskich aukcji ubezpieczeniowych, naprawiane powierzchownie i sprzedawane dalej z czystymi papierami w dwunastu krajach Unii.
Na Podlasiu litewskie tablice to codzienność i nikt na nie specjalnie nie zwraca uwagi, bo pogranicze żyje swoim rytmem, ludzie jeżdżą tam i z powrotem, no i auto z litewską rejestracją nie budzi podejrzeń, tyle że polskie prawo mówi jasno, kupujący mieszkający w Polsce ma 30 dni na przerejestrowanie auta z zagranicznymi tablicami, a po tym terminie grozi kara 500 złotych jeśli spóźnienie wynosi do 180 dni i 1000 złotych powyżej. Auto mogą ci nawet zabrać z parkingu, ale w praktyce mało kto tego pilnuje, więc na komisach pod Białymstokiem i pod Łomżą i pod Suwałkami stoją wozy na litewskich blachach miesiącami, bo dopóki nie zarejestrowani w Polsce to nie wchodzą do CEPiKu, a dopóki nie ma ich w CEPiKu to ich historia zaczyna się od momentu kiedy ktoś je przywiózł i wystawił na plac. Analityk z carVertical powiedział mi wprost, że jedynym sposobem żeby dowiedzieć się co siedzi za litewskimi papierami jest sprawdzenie VIN w systemie, który zbiera dane z wielu krajów jednocześnie, bo na polskim czy litewskim dowodzie rejestracyjnym tej historii nie zobaczysz.
W samej operacji Nimmersatt aresztowania odbyły się w dwóch falach, pierwsza wiosną 2025, ponad dwustu policjantów, celników i prokuratorów w dziesięciu krajach, pięciu podejrzanych zatrzymanych w okolicach Kłajpedy, a druga fala przyniosła kolejne 25 zatrzymań na Litwie. Auta szły głównie z amerykańskich aukcji szkodowych, przez port w Kłajpedzie, potem na szybko naprawiane w litewskich warsztatach i wypuszczane na rynek jako pełnowartościowe, i te wozy trafiały potem na komisy w Polsce, w Niemczech, we Francji, gdziekolwiek znajdzie się kupujący, który nie sprawdzi VIN. Prokuratura europejska podała, że straty z samego oszustwa VAT i celnego sięgnęły ponad 30 milionów euro, plus kolejne 7.4 miliona wypranych pieniędzy, i to jest tylko jedna operacja. Frontex w ramach operacji Mobile 6, prowadzonej jesienią 2023, odzyskał ponad 505 kradzionych aut i 2000 części samochodowych na granicach zewnętrznych Unii, przy udziale policji z 22 krajów w tym Polski i Litwy.
62.1 procent aut sprawdzanych w Polsce ma uszkodzenie w historii, na Litwie 51.3 procent, no i te dwie liczby razem dają obraz tego co się dzieje na parkingach przy giełdach w Białymstoku i w okolicach. Sprawdzenie VIN kosztuje 30 do 50 złotych i trwa kilka minut, a może zaoszczędzić kilkudziesięciu tysięcy na aucie, które wygląda czysto a ma w środku historię o której sprzedawca z litewskimi papierami ci nie powie.