Startuj z nami!

www.szkolnictwo.pl

praca, nauka, rozrywka....

mapa polskich szkół
Nauka Nauka
Uczelnie Uczelnie
Mój profil / Znajomi Mój profil/Znajomi
Poczta Poczta/Dokumenty
Przewodnik Przewodnik
Nauka Konkurs
uczelnie

zamów reklamę
zobacz szczegóły
uczelnie
PrezentacjaForumPrezentacja nieoficjalnaZmiana prezentacji
Inscenizacja na podstawie legendy Gracjana Bojara-Fijałkowskiego „ O zbójcach z Góry Chełmskiej i mosiężnym rogu” („Wróżba Swantewida”)

Od 01.01.2015 odwiedzono tę wizytówkę 1576 razy.
Chcesz zwiększyć zainteresowanie Twoją jednostką?
Zadzwoń do Nas!* - tel. 606-...-... ->>>
* szkolnictwo.pl - najpopularniejszy informator edukacyjny - 1,5 mln użytkowników miesięcznie



Platforma Edukacyjna - gotowe opracowania lekcji oraz testów.



 

Inscenizacja na podstawie legendy Gracjana Bojara-Fijałkowskiego „ O zbójcach z Góry Chełmskiej i mosiężnym rogu” („Wróżba Swantewida”) - edukacja regionalna Przedstawienie nawiązujące do historii Koszalina, w ciekawy i zabawny sposób przyblizające treść legendy związanej z tym miastem.


Osoby:

Narrator- przyjaciel Jaśka

Samotny wędrowiec- Jaśko

Strażnik miejski

Czeladnicy : Maćko, Zbych, Wit, Waluś

Służąca Jagna


Miejsce akcji: karczma w pobliżu Góry Chełmskiej

Przebieg akcji: Samotny, przerażony wędrowiec przybywa do gospody, gdzie przy stole siedzą trzej młodzieńcy racząc się jadłem i trunkami. Opowiada o zbójcach z Góry Chełmskiej , którzy go ścigali, ale młodzieńcy nie traktują tych opowieści poważnie i śmieją się z niego. Zdenerwowany wędrowiec zdejmuje z szyi chustkę , po czym proponuje czeladnikom pieniądze , jeśli wśród nich znajdzie się jeden odważny i uda się na Górę Chełmską , aby ją zawiązać na szczycie góry. Chłopcy najpierw wyśmiewają propozycję, ale na widok pieniędzy miny im rzedną. Żaden jednak nie ma tyle odwagi. Słyszy to służąca pracująca w gospodzie i ona podejmuje się tego zadania. Odważnie wyrusza na Górę Chełmską.


Narrator: Cóż za wstrętna noc, szaleje wiatr i ulewny deszcz. Brrrrr. Psa nie wygoniłbym w taką wredną pogodę! O! Kogo ja widzę?! To Jaśko! Co on robi w tych stronach? Witaj brachu! Cóżeś taki przerażony!? (usuwa się Jaśkowi z drogi)


Jaśko (sapiąc z przerażenia, biegiem) : Och witaj, nie pytaj, nie pytaj!!!!!!

Pędem mija narratora, dopada murów i głośno pięściami dobija się do bramy. Narrator staje za nim i obserwuje.


Jaśko (tłucze w bramę) : Strażniku!! Otwórzcie!!! Błagam, otwórzcie!!! Otwórzcie na miłość boską!!!!!

Strażnik (zaspany): A czego tam?


Jaśko (przestraszony odwraca się za siebie, jakby patrzył, czy nikt go nie ściga): Błagam, otwórzcie!!!!


Strażnik (ziewając) : A kto wy?


Jaśko (coraz bardziej zniecierpliwiony) : Ja, Jaśko z Raduszki !! Przez Koszalin do Sławna idę!!! Wichura i deszcz zatrzymały mnie w drodze, a teraz uciekam przed zbójcami. Nie słyszycie rogu? Wpuście mnie za bramę dobrzy ludzie!!!


Strażnik (rozbudzony, groźnym głosem): A może i ty do nich należysz?


Jaśko (sapiąc): Nie! Jestem sam , nie mam żadnej broni!

Słychać szczęk zasuwy.


Strażnik (otwiera bramę): Wchodź. Trafisz do gospody?


Jaśko: Oczywiście. Już tu byłem! Dziękuję, dobry człowieku!



Narrator i Jaśko biegną do karczmy.

Karczma. Przy stole siedzą trzej młodzieńcy. Pija i jedzą. Śmieją się i coś sobie opowiadają. Z boku- oparta o ścianę stoi służąca. Czasem coś do nich podchodzi i pyta , co podać. Zapisuje w notesiku i idzie. Przynosi , stawia im na stole. Przychodzi, zabiera puste kufle, ściera stół, sprząta salę.


Jaśko (wpada, staje, rozgląda się, po czym łapie za rękaw narratora i ciągnie go do stolika ): Można?



Maćko: Jasne, siadajcie. E! Gospodyni! Gorące kakao dla strudzonych wędrowców!


Służąca kiwa głową i nalewa. Przynosi do stolika i stawia przed narratorem i Jaśkiem, potem staje niedaleko, opiera się o ścianę lub siada i słucha.

Jaśko wciąż roztrzęsiony gwałtownie chwyta kufel i pije, pije, pije, głośno przełyka.

Czeladnicy bacznie im się przyglądają, ale coraz mniej mówią i coraz ciszej.


Zbych: Cosik nam się widzi, że panocek zającem podszyty. Coby nawet tchórzem nie powiedzieć.


Pozostali (wtórując chorem, kiwają głowami): Tak, tak…


Jaśko (głęboki, głośny oddech) : Ojjjj…


Maćko: No, mówcie, kolego, mówcie! Tak, tak! (nastawiają się do słuchania)


Jaśko (bierze łyk kakao z kufla, głęboki oddech) : No, to było tak: jak zwykle, co roku, wybrałem się z rodzinnej Raduszki do Sławna, wstyd przyznać, ale odkąd żona te kolorowe czasopisma zza morza czytać poczęła , to co i rusz jakieś nowinki sprowadzać mi każe. Teraz jakiegoś mydła jej się zachciało. Kto to widział mydło do mycia używać?! To już moczenie nogów w wodzie raz na rok przed św. Janem nie starczy?


Narrator: To ciekawe. Bardzo. Ale do rzeczy , Jaśku, do rzeczy.


Jaśko: Co? A tak. Do rzeczy. Gdy tak szedłem ulicą Krakusa i Wandy, drogę skrócić mi się zachciało. A jak to starzy ludzie mawiają- kto drogę skraca , ten do domu nie powraca. Zboczyłem zatem skrótem do Góry Chełmskiej . Mało brakowało! Już u samego jej podnóża usłyszałem dźwięk rogu , jakby trąby jakiejś!


Wit: Ha, ha, ha! Może trąby anielskie Ci grały!! (Trącając łokciem Walusia i mrugając do niego okiem) Co nie, Waluś?


Waluś: Taaaaa, a myszek białych jeszcze nie widzisz? Jagna, z czym było to kakao? Ja też chcę!



Ogólny śmiech. Tylko Jaśko jest poważny. Milczy. Po chwili mówi:

Jaśko wstaje z miejsca i sięga do kieszeni, wyciąga woreczek z pieniędzmi, pobrzękuje nimi i kładzie na stół. Potem odwiązuje z szyi chustkę i kładzie obok woreczka. Chłopcy poważnieją.


Jaśko ( mówiąc, patrzy każdemu prosto w oczy): Tu mam 10000 euro. Całą sumę podaruję temu spośród was, który w tej chwili odważy się pójść na Górę Chełmską i w dowód swojej obecności zawiąże na szczycie tę oto chustę. Zgadzam się nawet, by – jeśli zechce – zabrał ze sobą towarzysza. Proszę , kto z was się zdecyduje?


Młodzieńcy milczą, rzedną im miny. Patrzą po sobie. Potrącają się łokciami , wypychając jeden drugiego.


Zbych: Wit, idź ty, żaliłeś się wczoraj, że nie masz kasy nawet na waciki dla żony, a ona ponoć taka wymagająca.


Wit (wystraszony): Eeeeeee, coś ty. Nie mogę jej tak rozpieszczać, bo się baba do cna zepsuje. Waluś niech idzie, jemu wiecznie funduszy brakuje. Mówił coś, że na nową furę zbiera, bo od tej starej dyszel mu odpadł.


Waluś (drżącym głosikiem): Nieeeeeee, a gdzie tam… na co mi nowa fura? Może Maćko?


Maćko: Jaaaaaa, yyyyyyyy…


Jagna (odsuwa się od ściany, podchodzi bliżej, bierze ze stołu chustę, przerywa Walusiowi w pół słowa, mówi mocnym, zdecydowanym głosem): Skoro nie ma odważnych, ja pójdę!


Czeladnicy zrywają się z miejsc, przewracają się krzesła.


Waluś: Czyś ty zgłupiała do cna, dziewczyno? Życie ci nie miłe?


Zbych: A wyglądałaś na taką rozważną… Naprawdę chcesz umrzeć młodo? Guza szukasz?


Wit: I na co ci to? Zabiją cię, zgwałcą i się niepotrzebnie zestresujesz. Jak ty będziesz wyglądać? (zwracając się do Jaśka): Chłopie, wytłumacz jej !


Jaśko najpierw ze zdumieniem, a potem z sympatią patrzy na Jagnę.

Jaśko (zwracając się do Jagny, głową wskazuje na chłopców): Przyrzekłem nagrodę jednemu z nich…


Jagna (przerywając mu): Ja również byłam przy tym! Co, może mi powiesz, że rolą kobiety współczesnej jest siedzieć w domu i niańczyć dzieci?! Co?!


Jaśko (rozbawiony): Nie, nieeee. Nie cofam przyrzeczenia. Nie mogę też niczego ci zabronić. Widzę, że jesteś dziewczyną rozsądną i odważną. Rób jak chcesz!


Dziewczyna łapie chustkę ze stołu, biegnie po ścianę, chwyta kożuch, ubiera się, wkłada gumiaki. Podbiega do bramy , odwraca się i krzyczy:

Jagna: Czekajcie na mnie przy bramie!


Następnie biegnie za plecy widowni. Troszkę kluczy, skręca. Słychać szum wiatru, wycie wilków, grzmoty, pada deszcz. Zbliża się w końcu do drabiny (Góry Chełmskiej), z trudem, stękając wdrapuje się na jej szczyt, zawiązuje tam chustkę, po czym stękając schodzi z drabiny. Słychać dźwięk rogu zbójców, którzy nagle z okropnym wrzaskiem wpadają zza drabiny (czyli Góry Chełmskiej). Jagna z krzykiem ucieka , nagle widzi uwiązanego konia (na biegunachJ). Dosiada go i pędzi w kierunku bram miasta. Zbójcy próbują ją otoczyć, ale zostają w tyle. Dźwięk rogu nie cichnie. Wypadają zwartą grupą na scenę przed widownią (na teren miasta) , a tam otaczają ich pozostali aktorzy , łapią i całą bandę wiążą sznurem. Następnie wtrącają ich do lochu (duży karton z wyciętym otworem i kratami).


Wszyscy tańczą i cieszą się , strażnik strzela na wiwat, Jaśko, pobrzękując, wręcza Jagnie woreczek z pieniędzmi , Wit i Zbych podrzucają ją do góry. Wszyscy krzyczą „Wiwat!” i tłumnie idą w kierunku Góry Chełmskiej, (zza drabiny wyciągają kosze z łupami skradzionymi koszalinianom oraz złoty róg – trąbę zbójów i grając na niej triumfalnie wracają do miasta – na scenę, gdzie kłaniają się przed widownią.


Opracowała Agnieszka Szantyr
nauczycielka języka polskiego
w Gimnazjum nr 2 im. J. Korczaka w Koszalinie

Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych:

X


Zarejestruj się lub zaloguj,
aby mieć pełny dostęp
do serwisu edukacyjnego.




www.szkolnictwo.pl

e-mail: zmiany@szkolnictwo.pl
- największy w Polsce katalog szkół
- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie




Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> www.szkolnictwo.pl (w zakładce "Nauka").

Zaloguj się aby mieć dostęp do platformy edukacyjnej




Zachodniopomorskie Pomorskie Warmińsko-Mazurskie Podlaskie Mazowieckie Lubelskie Kujawsko-Pomorskie Wielkopolskie Lubuskie Łódzkie Świętokrzyskie Podkarpackie Małopolskie Śląskie Opolskie Dolnośląskie