Startuj z nami!

www.szkolnictwo.pl

praca, nauka, rozrywka....

mapa polskich szkół
Nauka Nauka
Uczelnie Uczelnie
Mój profil / Znajomi Mój profil/Znajomi
Poczta Poczta/Dokumenty
Przewodnik Przewodnik
Nauka Konkurs
uczelnie

zamów reklamę
zobacz szczegóły
uczelnie
PrezentacjaForumPrezentacja nieoficjalnaZmiana prezentacji
Cierpienie - lęk współczesnego człowieka

Od 01.01.2015 odwiedzono tę wizytówkę 1973 razy.
Chcesz zwiększyć zainteresowanie Twoją jednostką?
Zadzwoń do Nas!* - tel. 606-...-... ->>>
* szkolnictwo.pl - najpopularniejszy informator edukacyjny - 1,5 mln użytkowników miesięcznie



Platforma Edukacyjna - gotowe opracowania lekcji oraz testów.



 

 

Postęp, który z takim trudem, z użyciem ogromnej energii i nakładów został wypracowany przez całe pokolenia, zawiera w sobie potężny potencjał lęku, obawy przed śmiercią, starością i cierpieniem. Współczesny człowiek choć tak nowoczesny, wydawałoby się niezależny, lęka się. I to nie tylko człowiek jako jednostka, lękają się też supermocarstwa, bo istnieją i wciąż powstają nowe, coraz bardziej wyrafinowane metody niszczenia, zabijania i zadawania bólu.

Jesteśmy więc pokoleniem, które nurtuje słuszny lęk przed przyszłością,, przed tym co może wydarzyć się w nowym wieku i tysiącleciu. Zadajemy sobie pytanie, czy ten gigantyczny postęp, który stał się wykładnikiem naszej cywilizacji, nie stanie się początkiem cierpienia, śmierci, a nawet zagłady naszej cywilizacji. Brakuje nam poczucia bezpieczeństwa, które jest tak samo niezbędne do życia jak powietrze. Jest jedną z podstawowych ludzkich potrzeb, a jego brak jest równie dotkliwy jak głód, czy pragnienie.

Ludzie wierzący w Boga wiedzą, że dopuszcza On istnienie cierpienia w świecie, ale zarazem oczekuje od nas, że podejmiemy wszelkie możliwe działania, aby mu zapobiegać, aby zapobiegać chorobo i przedwczesnej, niepotrzebnej śmierci. Ponadto w świetle wiary pokazuje nam ogromną moc i nieocenioną wartość cierpienia dla nas samych i całego świata. Wielu jednak ludzi doświadczanych cierpieniem z trudem odnajduje jakiś sens w swoich udrękach i nieszczęściach. Obawiają się każdego nadchodzącego dnia, gorzknieją, popadają w rozpacz i depresję. Nie wyobrażają sobie dalszego życia, pytają dlaczego?. Nie rozumieją i nie chcą zrozumieć po co jest cierpienie, nie chcą cierpieć uważając je za przekleństwo, poszukują wszelkich możliwych sposobów, aby natychmiast uśmierzyć ból. Cierpienie dotyka więc całego człowieka, jego ciała, ducha, psychiki.

Nie lepiej jest ze zrozumieniem cierpienia innych ludzi. Tak jak w "Kolędzie ludzi dobrej woli"- "Łatwiej jest ranę opatrzyć solą, niż sens cierpienia dotknąć ". Niejednokrotnie nie znajdujemy dla cierpiących słów pociechy, nie potrafimy pomóc. Nawet wtedy, gdy dostrzegamy, że w cierpieniu ludzie dojrzewają, nawracają się, że ono ich uszlachetnia, to i tak często oceniamy je jako coś bezsensownego, niepotrzebnego.

A co w takim wypadku myślimy o cierpieniu Jezusa? Czy ono też było niepotrzebne i bezsensowne? Ci, którzy byli sprawcami cierpienia Jezusa nic nie zyskali, nic nie wygrali, nie potrafili też przeszkodzić biegowi historii. Już ostatnia wieczerza przepełniona jest cierpieniem Jezusa, który w obliczu ogromnego bólu i męki lęka się, a zarazem nie poddaje i wypowiada znamienne słowa, godząc się z tym co ma nadejść. Jeszcze nie doświadczywszy cierpienia fizycznego, przeżywa cierpienie duchowe i psychiczne. Boi się czy podoła, czy wytrzyma, czy poniesie ciężar bólu, męki i poniżenia.

Podobnych uczuć doświadcza współczesny człowiek. Obawiamy się wojen, okrucieństwa, nędzy, głodu, kataklizmów, chorób, różnych zagrożeń niesionych przez cywilizację, lękamy się o siebie samych i naszych najbliższych. Zapominamy jednak, że Chrystus nie tylko cierpiał i poniósł śmierć na krzyżu, lecz przede wszystkim zwyciężył - zmartwychwstał. Gdyby Bóg umarł sytuacja człowieka byłaby rozpaczliwa. Wierzymy jednak, że On zmartwychwstał i żyje. Jego cierpienie obdarowało nas więc życiem i miłością, wyzwoliło nas z niewoli śmierci. Człowiek może więc znaleźć w zmartwychwstaniu nowe światło, które pomaga przedzierać się poprzez mroki poniżenia, zwątpienia, rozpaczy, prześladowania i bólu. Poza tym im więcej w nas cierpienia, tym więcej doznajemy pociechy i ukojenia. Bóg nakłada na nas taki ciężar, jaki potrafimy ponieść. A jeżeli upadamy to ON nas bierze na swoje ramiona i niesie do momentu, aż odzyskamy siły i nadzieję. Odkrywamy wówczas własne cierpienie, będące uczestnictwem w cierpieniu Chrystusa. Poprzez wiarę nasycamy je nową treścią i znaczeniem. Człowiek cierpiący i akceptujący swoje cierpienie jest blisko Boga, często dużo bliżej niż ten zagoniony, zapracowany, pozornie szczęśliwy i spokojny.

Jak jednak obniżyć poziom niepokoju i lęku przed cierpieniem, przed czymś czego jeszcze nie doświadczyliśmy, przed chorobami, śmiercią, starością, aby nas nie paraliżował i obezwładniał. Chodzimy więc do lekarzy, poddajemy się badaniom i operacjom, zażywamy różne lekarstwa. I choć najczęściej trochę nas to uspokaja, to boimy się, co będzie dalej, za miesiąc, za pół roku, za rok... Ze strachem spoglądamy w przyszłość, bo tyle jest chorób, których medycyna nie jest w stanie powstrzymać, którym nie można zapobiec, tyle katastrof i kataklizmów.

W minionym XX wieku pojawiło się wielu ludzi, którzy doświadczyli ogromnego cierpienie, wytrwali w nim i zwyciężyli. Jest wśród nich Św. Maksymilian Kolbe, który świadomie i dobrowolnie przyjął śmierć, przepełnioną bólem i udręką. Na pewno bał się cierpienia, ale to on zwyciężył, a nie jego oprawcy. Pokazał, że można pokonać lęk, tzw. popęd życia, egoizm i umrzeć w tak okrutny sposób za drugiego człowieka, tak samo jak kiedyś uczynił to Chrystus.

Następnym człowiekiem cierpienia był Ojciec Pio, niezwykle wrażliwy na ból i tragedię drugiego człowieka. Współczuł i pragnął pomóc każdemu, kto zwracał się do niego o wsparcie i modlitwę. Wielu ludziom wyprosił u Boga łaskę uzdrowienia. Dla siebie prosił tylko o to, aby jego cierpienie nie było widoczne. Chciał cierpieć w samotności, niezauważony i sam sobie wymodlił cierpienie, które traktował jako łaskę i dowód miłości Boga. A gdyby jeszcze mógł, to wziąłby choroby wszystkich na siebie, bo w chorym człowieku widział Chrystusa. Sam odczuwał jego mękę i pragnął nawet umrzeć z cierpienia. Do jego cierpień fizycznych dołączały się udręki duchowe, moralne. On jednak ukochał swoje cierpienie, widział w nim wielki sens, drogę do zbawienia.

Jego postawa w stosunku do cierpienia nie była zbyt nowoczesna, bo nawoływała do pokory, odwagi i mądrości, a tego właśnie brakuje współczesnemu człowiekowi. W obliczu choroby i doświadczeń rodzi się w nas bunt, poczucie niesprawiedliwości, krzywdy. Odwracamy się więc często od cierpienia i cierpiących, a gdy sami cierpimy uważamy się za najnieszczęśliwszych ludzi na całym świecie, myślimy, że Bóg nas zdradził i opuścił. Gdy ktoś cierpi obok nas, wolimy żyć gdzieś z boku, wygodnie, z dala od tego. Problem ten coraz częściej dotyczy ludzi starych, niepełnosprawnych, niezdolnych do samodzielnego funkcjonowania. Zapominamy niejako, że teraz to są oni, a kiedyś to możemy być my. Wydaje nam się, że młodość trwa wiecznie, a choroby i cierpienie związane są tylko ze starością i nas to nie spotka. Myśląc tak stajemy się ślepi. Oddalamy na chwilę od siebie paniczny lęk, ale przecież przed cierpieniem nie da się uciec. On jest wpisane w życie człowieka.

Przypomina mi się w tym miejscu opowieść o matce, która chciała, aby jej ukochana mała córeczka nigdy nie doświadczyła w życiu łez i cierpienia. Poprosiła o to wróżkę, a gdy ta spełniła jej życzenie, w łóżeczku znalazła martwe dziecko. Nie da się więc przeżyć życia bez choćby najmniejszego cierpienia. Dlaczego więc pojawia się ten lęk, niepokój? Przecież tylu przed nami potrafiło przejść przez próbę cierpienia, hartując się w niej i doskonaląc. Skąd więc ten strach?

W środku, w każdym z nas co jakiś czas pojawia się strach przed nieznanym, przed zagrożeniami współczesnego świata. Gdy brakuje wiary i nadziei uczucie to może przytłoczyć, zdominować, wywołać cynizm i apatię, zaburzenia nerwicowe, depresję, choroby psychiczne. Dlatego następny wielki człowiek XX wieku, który jest dla nas wielkim darem, mówi, abyśmy się nie lękali i z nadzieją weszli w nowe tysiąclecie.

Ojciec Święty Jan Paweł II bardzo często pochyla się nad chorymi, dotyka ich ran, pociesza i modli się za nich. Sam doświadczył w życiu tak wiele cierpienia - śmierć najbliższych, osamotnienie, choroba, zamach. Wciąż też cierpi i patrzy na cierpienia ludzi w różnych krajach, na prześladowania, wojny. Pokonując swoje własne cierpienie i zmęczenie chce dotrzeć do każdego człowieka, chce zdążyć. Zwracając się do ludzi chorych mówi im, że w ich rękach znajduje się ogromny skarb. Prosi, aby go nie zmarnowali, aby ani jedna chwila bólu, ani jedna łza nie znikła bez śladu. Nawołuje też, aby nie przechodzić obojętnie obok cierpienia, aby otaczać cierpiących opieką, aby ofiarować im swój czas, swoją obecność. ,,Śpieszmy się więc kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą".

Kiedyś, nie żyjąca już moja sąsiadka powiedziała, że jej w cierpieniu najbardziej pomaga modlitwa, która wypełnia cały jej dzień. A przez ten cały dzień odmawia zaledwie jeden dziesiątek różańca, bo przeżywa, kontempluje każde wymawiane słowo. I tak ta zgarbiona, delikatna staruszka jest dla mnie do dziś symbolem siły i odwagi.

Zastanawiam się jednak, czy choroby i związane z nimi cierpienie i śmierć są tym, czego współczesny człowiek obawia się najbardziej? ... Może tak naprawdę obawiamy się okrucieństwa, bezwzględności, drugiego człowieka i jego zezwierzęcenia. Dzisiaj już niejeden uważa, że stary i nieuleczalnie chory człowiek nie musi cierpieć, można go poddać eutanazji, zabić chore dziecko w łonie matki, hodować klony na narządy, a broń można produkować zamiast jedzenia dla głodujących. W jakim kierunku zmierza taka cywilizacja?... W kierunku śmierci i cierpienia zadawanego niewinnym i najsłabszym.

Wszyscy lękamy się o siebie samych i naszych najbliższych, aby nie dosięgło ich cierpienie i abyśmy my nie musieli na nie patrzeć. Matki lękają się o swoje dzieci, aby ktoś kiedyś nie znęcał się nad nimi, aby jakiś szaleniec nie podłożył bomby w szkole. I nie jest to bezpodstawne. Niektórzy ludzie są wprost mistrzami w bezwzględności, w wymyślaniu wyrafinowanych technik znęcania się nad innymi. Widać to nawet w telewizji, w filmach, promujących agresję i śmierć, a pomijających związane z nimi cierpienie. Ekspertami w tym są gry komputerowe, perfekcyjnie pokazujące moment śmierci, którą na dodatek można przeżyć kilka razy. Brak jest jednak w nich uczucia, a właściwie współczucia. Można odnieść wrażenie, że empatia jest czymś dzisiaj niemodnym. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że młodzi ludzie zagłębiają się w świat iluzji, stają się wygodni, nieodporni, drażni ich starość, słabość, cierpienie. Nie potrafią wczuć się w sytuację drugiego człowieka, stają się coraz bardziej egoistyczni i bezwzględni. Głównym więc dziś problemem jest rosnąca agresja wśród dzieci i młodzieży, a za nią pojawiające się okrucieństwo, bezwzględność, niezdolność do zrozumienia cierpienia drugiego człowieka. Czy właśnie taki los ma zgotować człowiek człowiekowi? Myślę, że nie o to nam chodzi. Co więc zrobić z tym lękiem przed życiem, przyszłością?

Przytoczę w tym miejscu ważne, wg mnie mądre i piękne słowa: "Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu, pamiętaj jaki pokój może być w ciszy, bądź w dobrych stosunkach z samym sobą i innymi ludźmi, ciesz się swoimi planami, zachowaj jednak ostrożność w swych przedsięwzięciach, a pracę wykonuj z godnością, przyjmuj pogodnie to, co przynoszą lata, wyrzekaj się cynizmu i oschłości, rozwijaj w sobie siłę ducha, by mogła być dla ciebie tarczą w nieszczęściu, NIE DRĘCZ SIĘ JEDNAK TWORAMI WYOBRAŹNI".

Żyjmy więc w pokoju z Bogiem, światem i samym sobą. Z całym swym zakłamaniem, znojem, rozwianymi marzeniami, lękiem przed przyszłością, cierpieniem, chorobami, kataklizmami i śmiercią, ten świat jest nadal piękny. Starajmy się więc być szczęśliwi, nie poddajmy się destrukcyjnemu lękowi, jesteśmy tu i teraz z jakiegoś powodu, a na każdy kolejny dzień życia potrzeba nam pogody ducha, odwagi, nadziei i mądrości.

Bibliografia:
"Modlitwy i rozważania na każdy dzień roku" - Jan Paweł II, Świat Książki, Warszawa 1999
"Wiem komu zawierzyłem" - Katechizm dla dorosłych, pod red. ks. prof. S. Grzybka, Kraków 1985
"Moja moc z was" - Jan Paweł II, Instytut Prymasowski, Warszawa 1986
Desiderata - tekst znaleziony w starym kościele w Baltimore.

Lidia Myćka
SOSW - Frysztak

Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych:

X


Zarejestruj się lub zaloguj,
aby mieć pełny dostęp
do serwisu edukacyjnego.




www.szkolnictwo.pl

e-mail: zmiany@szkolnictwo.pl
- największy w Polsce katalog szkół
- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie




Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> www.szkolnictwo.pl (w zakładce "Nauka").

Zaloguj się aby mieć dostęp do platformy edukacyjnej




Zachodniopomorskie Pomorskie Warmińsko-Mazurskie Podlaskie Mazowieckie Lubelskie Kujawsko-Pomorskie Wielkopolskie Lubuskie Łódzkie Świętokrzyskie Podkarpackie Małopolskie Śląskie Opolskie Dolnośląskie