Startuj z nami!

www.szkolnictwo.pl

praca, nauka, rozrywka....

mapa polskich szkół
Nauka Nauka
Uczelnie Uczelnie
Mój profil / Znajomi Mój profil/Znajomi
Poczta Poczta/Dokumenty
Przewodnik Przewodnik
Nauka Konkurs
uczelnie

zamów reklamę
zobacz szczegóły
uczelnie
PrezentacjaForumPrezentacja nieoficjalnaZmiana prezentacji
Obca zawsze i wszędzie. Recenzja powieści Marii Kuncewiczowej "Cudzoziemka"

Od 01.01.2015 odwiedzono tę wizytówkę 1048 razy.
Chcesz zwiększyć zainteresowanie Twoją jednostką?
Zaprezentuj w naszym informatorze swoją jednostkę ->>>
* szkolnictwo.pl - najpopularniejszy informator edukacyjny - 1,5 mln użytkowników miesięcznie



Platforma Edukacyjna - gotowe opracowania lekcji oraz testów.



 

 

Maria Kuncewiczowa debiutowała w 1918 roku opowiadaniem "Bursztyny". Należała do pokolenia skamandrytów, co nie pozostało bez wpływu na jej twórczość. Jej proza nasycona była esencją liryczną, związaną z warstwą wzruszeniową i osobistym przeżywaniem spraw, które ją otaczały. Powieść pojmowała jako subiektywne, niemal prywatne wyznanie, starała się dawać w swoich utworach "metaforyczną wizję świata".
W jej postawie wobec rzeczywistości był pryzmat emocjonalnego przeżywania świata nad jego racjonalnym ujęciem.
Człowiek M. Kuncewiczowej był przede wszystkim jednostką biologiczną, a w mniejszym stopniu - społeczną, jej bohaterowie odbierali świat zmysłami. Ludzie w jej książkach ujmowani są jako niepodzielna część przyrody, reagują na świat widzeniem, słyszeniem, odczuwaniem.

W twórczości M.Kuncewiczowej wymogowi "naturalnej" koncepcji człowieka odpowiadał wymóg artystycznej szczerości. Dążeniu do niej towarzyszyła odwaga pisarska autorki, która swoje bohaterki stworzyła z substancji własnych przeżyć i doświadczeń. W "Fantomach" pisarka wyznała: "Wszyscy ludzie w moich powieściach mogliby być sobą, gdyby nie byli mną". Tworzenie było dla niej czynnością o charakterze organicznym i niemal odruchowym - tak tylko mogła ona reagować na świat.

"Cudzoziemka" reprezentuje jeden z nurtów jej twórczości, który opiera się na introspekcji (samoobserwacji własnych przeżyć psychicznych) i badaniem wnętrza człowieka, jego psychiki, na analizie jego stanów świadomości oraz mechanizmów zachowań. Osobiste doświadczenia pisarki wyczuliły ją na mnogość relacji, jakie zachodzą między ludźmi. Zmieniała sposób narracji (narracja właściwa i monolog) oraz ukazała różne punkty widzenia. Wiele spraw, zdarzeń i sytuacji oświetliła ze stanowiska coraz to innej postaci i różnej perspektywy czasowej.

W "Cudzoziemce" najistotniejsza jest sprawa "obcości", mocno i dramatycznie ukazana. Przy kreacji głównej postaci posłużyła się pisarka elementami biografii własnej matki, a także całej swojej rodziny. Pisała w "Fantomach":
"Przodkowie moi - do czwartego pokolenia wstecz,
o dawniejszych nie wiem - byli zesłańcami, emigrantami,
żołnierzami Polski na cudzych ziemiach, ludźmi
<< z akcentem >>, ludźmi napiętnowanymi. Do ich poczucia obcości etnicznej i politycznej moja matka dodała poczucie osoby wyklętej z kręgu miłości i odtrąconej od ołtarza sztuki".

"Obcość" bohaterki ma częściowo podkład narodowy (rodzaj polszczyzny, jakim się Róża posługiwała, przyniósł jej miano "kacapki"), ale da się ująć w kategoriach egzystencjonalnych. Róża nie mogła się zgodzić na rzeczywistość, buntowała się przeciwko wszystkim i wszystkiemu, stawiała żądania i formułowała wymagania, których nikt nie potrafił spełnić. Patriotyzm Róży kończył się na roku 1831, czyli upadku powstania listopadowego. Adama wywiozła do Saratowa, mimo że rodzina męża liczyła na ich osiedlenie się w ziemi ojczystej. Jej ojczyzną, krajem szczęśliwych lat dziecinnych, był Taganrog, który jej odebrano. Miraż wspaniałej Polski i Polaków, roztaczany przez ciotkę Luizę, której zachciało się "ratować polskie dziecię", został zniszczony przez spotkanego w pociągu do Warszawy szlachcica - chama, który zniszczył lusterko - pamiątkę po ojcu. Bohaterka podsumowała filozoficznie: "Nawet tam powiedzą o mnie cudzoziemka", mając na myśli życie pośmiertne.
Odebrano jej nawet tożsamość. Ciotka zmieniła jej imię na Ewelina, gdyż jako Różę brano ją w Warszawie za Żydówkę.

Powieść była inspirowana przeżyciami autorki. M.Kuncewiczowa nie ukrywała, że Róża Żabczyńska miała wiele rysów jej zmarłej matki (jej matka Róża Adela z Dziubińskich była skrzypaczką). Był to zjadliwy portret matki, będący dziełem córki. Ukazała dno duszy ludzkiej, przekroczywszy teren psychologii przeprowadziła czytelników w sferę ostatecznych zagadnień życia, dochodząc do konkluzji ocierających się o eschatologię (część doktryny religijnej, także teoria filozoficzna, traktująca o sprawach ostatecznych, tj. o losach pośmiertnych człowieka oraz o celu i przeznaczeniu świata).
Gdy Róży w ataku nerwicy drętwiały wargi, kołatało serce, obok wstrętu do własnej bezsilności, odczuwała "obleśną rozkosz", że zapadała się w nieodpowiedzialność, że osiągnie tajemnicę śmierci. Nie bała się jej, lecz metamorfozy - starości, "bo kiedy to przyjdzie [ ... ] stanie przed nią i wcale jej nie pozna, bo będzie zmieniona".

Obok kompleksu Michała, kompleks muzyczny był czynnikiem kreującym życie bohaterki. Muzyka ją uszlachetniała, była jedynym sposobem przeżycia własnej egzystencji. Jedynie w muzyce, która wprowadzała ją w stan ekstazy, odnajdywała swoją prawdziwą rzeczywistość. Najpiękniejszym fantomem było wykonanie "Koncertu D-dur" Brahmsa. Być może dlatego, że w życiu realnym jego perfekcyjne wykonanie było dla niej nieosiągalne.
Nie była wielką skrzypaczką. W jej wypadku można mówić o zmarnowanym talencie. Jej nauczyciel, mistrz January, zamiast kształcić ją w wirtuozerii grania, uczył ją kokietowania publiczności, która jest w stanie wiele wybaczyć pięknej kobiecie. Skrzypce uznała za początek swojego nieszczęścia, marzyła o karierze śpiewaczki. Być może brak człowieczeństwa nie pozwalał jej w pełni odczuwać piękna muzyki, nigdy nie udało jej się, nawet w marzeniach, idealnie wykonać ukochanego koncertu.

Maria Kuncewiczowa pokazała kobietę autentycznie złą, unieszczęśliwiającą nie tylko siebie, ale również otoczenie porywami histerycznej złości. Zatruwała życie wszystkim bez żadnych skrupułów. Przeżywanie własnej wściekłości dawało jej przyjemność, podobnie jak lęk dostrzeżony w oczach innych ludzi. Dewizą jej życia stała się zemsta na Polsce i na mężczyznach, ponieważ nieszczęście spotkało ją w 16. roku życia w Warszawie. Przywieziona tu przez ciotkę Luizę czuła się osamotniona. Uczucie do Michała rozgorzało nie tylko z powodu komplementu o prześlicznym nosie, lecz przede wszystkim z powodu jego czułości. Był pierwszą osobą, która przyjęła ją ciepło w ojczyźnie. Zachwyt nad jej urodą dodawał jej pewności siebie, uwierzyła w swoją wartość. Tym większy był ból, gdy zawiódł jej zaufanie i uwiódł inną. Nie był to ból jedynie z powodu zawiedzionej miłości, ale też strata ufności do Boga, zwłaszcza Jego wielkości. Poleciła Jego opiece ukochanego wyjeżdżającego do Petersburga, a On go nie uchronił. Z punktu widzenia polskiego katolicyzmu było to bluźnierstwo.

Po rozstaniu z Michałem życie stało się dla Róży złym snem, oczekiwaniem na powrót pierwszej miłości. Marzyła na jawie, jawiło jej się tylko to, co sprawiało rozkosz i udrękę.
Nienawidziła mężczyzn. Wiedziała, że nie można mścić się za jednego człowieka na całym rodzie męskim, ale ,,czuła inaczej. Dla niej [...] jedna tylko niedorzeczna zemsta była uczuciem, którym oddychało serce. Taka Róża była głupia".
Wybrała na męża przeciętnego Adama, żeby go przytłoczyć swoją urodą. Gardziła nim za ustępliwość. Gdy doszło do wybuchu nienawiści z jego strony i gwałtu, sponiewierała go nie tyle za sam czyn, co za jego kajanie się następnego dnia, za ,,robienie stu kroków do tyłu, gdy raz odważył się na jeden krok naprzód". Pewnego rodzaju szacunek zyskał mąż dopiero, gdy w szale wściekłości próbował ją zabić. ,,Chciałeś mnie zabić... No, no!" - stwierdziła niemal z zachwytem.

Róża mściła się na oślep, nawet na własnych dzieciach. Myślała o zastrzeleniu Władysława, gdyż zajęty nauką zignorował jej powrót do domu oraz o przedawkowaniu lekarstwa dla córki, by zemścić się na niekochanym dziecku, ale przede wszystkim na mężu. Chciała, żeby żył z poczuciem winy, ze zapomniał o zaaplikowaniu leku, za jego pełną pokory reakcję po śmierci Kazia: " Bóg dał - Bóg wziął".
Dzieci "spłodzone najciemniejszą nocą" traktowała przedmiotowo. Była matką zaborczą, okrutną, bezwzględnie narzucającą swoją wolę. Były dla niej narzędziem zemsty na otaczającym świecie. Marta - owoc gwałtu, "żeby zabić w niej muzykę", okazała się uzdolniona wokalnie. Róża wykształciła ją na przekór Adamowi i jej samej na śpiewaczkę operową. Władysław miał być narzędziem zemsty na kobietach za kursistkę moskiewską, która odebrała jej Michała. Matka ingerowała w życie osobiste dzieci do tego stopnia, że córce wybrała męża. Władysław, nauczony historią z Haliną, ożenił się z Jadwigą (wybrał przeciwieństwo matki, kobietę nie piękną, lecz czułą i skromną) niemal potajemnie. Rodzice przyjechali jedynie na ślub, ale i tę uroczystość, swoim zwyczajem, Róża zepsuła.
Jej osobowość wpłynęła na psychikę dzieci. Uzależniła je od swoich humorów i ubezwłasnowolniła. Nie czując satysfakcji z własnego życia, starała się wypełniać pustkę codzienności działaniami zbędnymi i nade wszystko szkodliwymi.
Histerią wymuszała na dzieciach troskę o siebie. Robiły wszystko, by powstrzymywać lub łagodzić wybuchy gniewu. Władysław czynił to nawet kosztem zdrowia kochanej żony, która za sprawą teściowej popadła w nerwicę
Róża Żabczyńska była kobietą złą, ale równocześnie bardzo nieszczęśliwą. Bardzo dramatyczne było jej pytanie, po uświadomieniu sobie, że śmierć jest wszędzie jednakowa: "Władyś, jakże będę umierać, kiedy nie żyłam ja wcale?"
Akcja zamknięta została w klamrze jednego dnia. U progu śmierci bohaterka dokonała rozrachunku z całym nieudanym życiem, szukała przyczyn swojej klęski życiowej, pogodziła się ze światem, przebaczyła nawet Michałowi - zdrajcy.
To dzięki doktorowi Gerhardtowi nastąpiła w niej przemiana. On jeden nie zważał na jej fanaberie nie bał się jej, potraktował jak głupie, zagubione dziecko i zrozumiał męczarnie jej serca. Refleksyjnie podsumowała, że już dawno należało ją albo zabić, "albo obudzić z dzieciństwa mściwego, w którym zastygłam, kiedy Michał ledwie rozkwitniętą porzucił..."
Zastanawiała się, czy tak późno obudzona z otchłani nienawiści zdąży jeszcze trochę poistnieć, "człowiekiem trochę pobyć". Nie zdążyła, zmarła. Udało się jej jednak pojednać z bliskimi, a jej ostatnim złudzeniem był oczywiście Michał i muzyka Brahmsa.

To powieść o samounicestwieniu, smutnym życiu wyobcowanej, złej kobiety. Powieść psychologiczna ukazująca przyczyny takiego stanu. Warto się z nią zapoznać, choćby jako przestrogą przed nikczemnością , życiem bez wzniosłych uczuć. Maria Kuncewiczowa potrafiła przekonać czytelnika, że bohaterka - artystka żyjąca w ekstazie udręczenia (przy całym złu wyrządzonym przez Różę i nieszczęściu, którego sama stała się ofiarą) przeżyła własną egzystencję w sposób wart jego kosztów. Jej bohaterka, mimo wszystko, była indywidualnością niezwykłą, wyrastającą ponad przeciętność, której postępowania nie można jednoznacznie ocenić na podstawie jej stosunku do świata ukształtowanego pod wpływem smutnych przeżyć.

Dorota Mogga
Szkoła Podstawowa i Gimnazjum Publiczne w Przychlewie

Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych:

X


Zarejestruj się lub zaloguj,
aby mieć pełny dostęp
do serwisu edukacyjnego.




www.szkolnictwo.pl

e-mail: zmiany@szkolnictwo.pl
- największy w Polsce katalog szkół
- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie




Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> www.szkolnictwo.pl (w zakładce "Nauka").

Zaloguj się aby mieć dostęp do platformy edukacyjnej




Zachodniopomorskie Pomorskie Warmińsko-Mazurskie Podlaskie Mazowieckie Lubelskie Kujawsko-Pomorskie Wielkopolskie Lubuskie Łódzkie Świętokrzyskie Podkarpackie Małopolskie Śląskie Opolskie Dolnośląskie